piątek, 19 sierpnia 2016

Szafeczka na klucze

A zaczęło się od tego , że Bumelek , którego w pierwszych dniach pobytu w domu zamykaliśmy na noc w sieni powygryzał nam dziury w ścianie... Nasz piesek najwyraźniej nie lubi zamknięcia bo jak już przestaliśmy go więzić i zostawiliśmy w nocy do dyspozycji cały dół domu to przeistoczył się w owczarkowego aniołka i szkód żadnych nie robił :) ale co powygryzał to powygryzał i sień była do odmalowania (oczywiście po uprzednim zaklejeniu  śladów ząbków w ścianie ). 
Dopiero niedawno zebrałam się  w sobie i w ruch poszła farba , przy okazji postanowiłam zmienić kolor bo uprzedni "gorący piasek" czy coś w tym stylu sam w sobie był całkiem ładny ale w dość małym pomieszczeniu z jeszcze mniejszym okienkiem okazał się zbyt ciemny. 
Tym razem padło wiec na waniliowy , teraz jest super, przez pierwsze dni miałam wrażenie , że w sieni cały czas pali się światło ;)
I tu dochodzimy do szafeczki na klucze ;) Wiem, wiem wstęp trochę przydługawy ...


Szafeczka przywędrowała z nami z naszego wynajmowanego mieszkania , był to jeden z pierwszych moich tworów dekupażowych no i przyznać trzeba , że nie najwyższych lotów.

 Poprzednio wyglądała tak

 Bezpłciowo beżowa , z kiepskim efektem spękań bo coś z preparatem się podziało, ale do "gorącego piasku" jeszcze jako tako pasowało i sobie wisiała . 
Za to do wanilii pasowało już mniej, tym bardziej , że w sieni zawisła zasłoneczka kremowa w lekko stylizowane róże. 
Szafeczkę przemalowałam  przy pomocy farb kredowych , zrobiłam przecierki i ... no właśnie pozostało pytanie czym przyozdobić drzwiczki.


Wymyśliłam sobie , że fajnie by było aby motyw był choć trochę podobny do kwiatów na zasłonce , przeszukałam więc serwetki , które miałam w domu i nie znalazłam nic odpowiedniego . 
I tu dochodzimy do momentu porwania się z motyką na słońce ;)
Postanowiłam ,że spróbuję sama namalować motyw podobny do tego na zasłonce.
 

Wyszło jak widać , same ocenicie :)
Dzieło sztuki to to nie jest ale na upartego "obleci" ;) A najważniejsze dla mnie , że to jedna z pierwszych prac po bardzo długim czasie bezczynności i jej wykonanie bez względu na efekt dało mi niesamowitą frajdę :):)

 Zamieszczam kilka zbliżeń na me dzieło :)
 

Tak mi się dobrze malowało ,że w środku też  pojawił się kwiatuszek :)
 


Na koniec jeszcze zdjęcie malutkiego talerzyka upolowanego na starociach , który idealnie pasuje do reszty wystroju sieni :) 
W sumie nie wiem ile kosztował bo za ten talerzyk i dużą szklaną paterę zapłaciłam 10 zł :)
 

Nie zamieściłam zdjęć całej sieni bo zrobienie dobrego  zdjęcia w tak małym pomieszczeniu jest po prostu dla mnie  niewykonalne , pozostawiam więc wam pole dla wyobraźni ;)
Pozdrawiam i uciekam :):)

niedziela, 7 sierpnia 2016

Ramki

Wracając do działalności robótkowej postanowiłam spróbować zabawy z farbami kredowymi . Mnóstwo się oczytałam na Waszych blogach zachwytów pod ich adresem  i naoglądałam zachwycających efektów, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować do podjęcia  samodzielnej próby. 
Aż w końcu wzięłam byka za rogi , zamówiłam kilka kolorów i wosk no i do dzieła :)
Na pierwszy ogień poszły plastikowe ramki na zdjęcia.


Zanim zabiorę się za meble chciałam popróbować na rożnych małych przedmiotach , co do których nie będzie mi szkoda jak coś zniszczę ;) A podczas prac będę mogła poćwiczyć bo co jak co czytać można dużo ale człowiek najlepiej uczy się metodą prób i błędów :)
 

W ramkach jak widać zagościły moje zdjęcia ślubne , docelowo zawisną na ścianie w sypialni .

Poniżej kilka  szczegółów i zbliżenie na przetarcia.
 

Wydaje mi się, ze teraz ramki wyglądają lepiej , ale musicie uwierzyć mi na słowo bo oczywiście zdjęć przed nie zrobiłam;)



Po pierwszych próbach muszę powiedzieć ,że farby faktycznie bardzo fajne i pewnie jeszcze trochę nasza dobrze zaczynająca się znajomość potrwa ;)

Pozdrawiam i uciekam :)
Ewa

piątek, 29 lipca 2016

Jak ten czas leci...

Wbrew pozorom  jestem , żyję i mam się całkiem nieźle;) ...no wiem, że mało to oryginalne ale od czego mądrego można zacząć po tak długiej nieobecności...
Chyba najbardziej wymowny jest poprzedni post sprzed ponad roku. Pojawiła się  Łucja i moje życie... przestało być moje ;) 
Tak więc od przeszło roku jestem mamą na pełen etat.
Łucja jest najukochańszą istotką na świecie , cudowną , mądrą i tak dalej i tak dalej ale jest też najbardziej absorbującą istotą na świecie ;)
Oto moja księżniczka :)



 Mojemu dziecku nie wystarcza zawłaszczenie 100% mojego czau , ona chciałaby ze 150 %:) wpadam więc czasem obejrzeć co u Was  i nawet paru słów nie ma czasu  napisać , ale postanowiłam spiąć się w sobie i pomału spróbować wrócić do blogowej społeczności :)

A co u mnie słychać? A no tak jak wspominałam Łucja zawłaszczyła mnie dokumentnie , kiedy czytam  jak kobiety piszą , że zaczęły rozwijać swoje pasje kiedy przebywały na urlopach macierzyńskich i wychowawczych bo wtedy miały czas to oczy mi się robią jak spodki i normalnie nie mogę uwierzyć ,że tak można . Ja desperacko wykradam bardzo krótkie chwilki dla siebie, ostatnio także próbuję coś działać robótkowo ale strasznie opornie to idzie ;) Jak już coś uda mi się zdziałać to oczywiście pokarzę :)

Pozostając w temacie czasu , to oprócz Łucji o moją i Krzyśka uwagę nieustannie zabiega nasz Bumelek;) Bumelek z uroczego szczeniaczka wyrósł na równie uroczego psiego podlotka :)



Piękny prawda? okaz zdrowia ! - akurat,  tylko pozornie 
Bumelek w tym roku przeszedł już dwie bardzo poważne operacje związane z potężną dysplazją , ma 16 śrub w kościach , przesiedział 4 miesiące zamknięty w domu ( dom wyłożony dywanami aby się chore łapki nie ślizgały, a na dywanach mnóstwo sierści ,którą piesek zaczął tracić jak szalony ) i w tym wszystkim moja Łucja zaczynająca raczkować i ja jadąca na kolanach od ściany do ściany i nieustannie ściągająca futro z dywanów ...  Fajnie prawda?;)
 Od operacji nasza Bumbela miała jeszcze dwa razy zapalenie jelita, raz ropień na nosie, a obecnie ma zapalenie mięśnia w jednaj z tylnych łap... aż boimy się myśleć co będzie dalej .
No ale czego się  dla rodziny nie robi ... Choć słyszeliśmy pytania czy nie taniej było by go uśpić ... 
No na pewno nie kosztowało by to kilku tysięcy i miała bym zmywarkę i meble ale czy o to chodzi??? 
Strasznie chaotyczny ten post - wybaczcie . Mam nadzieję , że następny będzie bardziej składny i ukarze się wcześniej niż za rok ;)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie 
Ewa
 

środa, 22 lipca 2015

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Trochę sobie poplotłam ;)

Miło mi bardzo ,że  pokazane w poprzednim poście zazdrostki się spodobały , tyle pochwał to już dawno mnie nie spotkało :) Dziękuję wszystkim serdecznie za  miłe słowa :) 
A dzisiaj chciałam pokazać co ostatnio uplotłam, a mianowicie osłonkę na doniczkę i pudełko z papierowej wikliny.


 Kiedyś miałam okres zauroczenia papierową wikliną , kręciłam rureczki i uplotłam kilka koszyczków , nawet doszłam do w miarę jakiej takiej wprawy i dosyć równo mi to wychodziło. 
Niestety jak widać pewne umiejętności się zapomina i kiedy wzięłam się teraz za wyplatanie osłonki to okazało się , że paluszki mają pewien problem z przypomnieniem sobie jak to wyplatanie szło ;) 
Powstał więc niejaki krzywulec ;) , z pudełkiem poszło już  lepiej :):)


Wszystko zostało potraktowane lekierobejcą w kolorze orzech, a nierówności zakryła bawełniana koronka ;)
Wyplatanki ozdobiłam tym co miałam w domu czyli koronkami , tasiemkami i kwiatuszkami w moim ulubionym kremowym kolorze :)


 Pudełko i osłonka stoją sobie teraz w ganku albo sieni , jak kto woli ;) i ukrywają odpowiednio: osłonka  uroczą pomarańczową , plastikową doniczkę , a pudełko różne specyfiki do pielęgnacji obuwia , które do tej pory z braku innego miejsca pałętały się luzem , w szafce na buty, na szafce  i o zgrozo nie rzadko obok ;)



Myślę , że mimo krzywulców nie wygląda to jednak bardzo źle i póki co jakoś ujdzie  ;)

 


Jaka u Was pogoda ? bo ja mam za oknem ciężkie leniwie sunące chmurzyska, z których tylko czekać jak lunie deszcz.

Pozdrawiam Was serdecznie choć sennie i przeddeszczowo ;)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Uff skończyłam - czyli zazdrostki szydełkowe ;)

Dosyć dawno temu pokazywałam Wam kawałek wydzierganej zazdrostki do kuchni , w sumie miało być ich cztery... Bardzo nie lubię dłubać powtarzalnych motywów , i chyba nie tylko ja tak mam . Pół biedy jeśli chodzi np. o aniołka z masy solnej bo szybko się je robi i jakoś idzie :) gorzej jeśli kolejne powtórzenia wymagają długiego ślęczenia i dłubania , brrr.... no nie lubię i już .
Ale jak się baba zaweźmie to nie ma siły ;)
Dłubałam i dłubałam , przeprowadzając ze sobą kolejne rozmowy motywacyjne aby firaneczek nie porzucić gdzieś po drodze i  MAM :):):)


 Wzorek zaczerpnięty chyba z Szydełkomanii ale nie jestem pewna bo to bardzo dawno było , więc z góry przepraszam , że być może nieprecyzyjnie źródło podaję .


Dziergałam z kremowego cieniutkiego 100% bawełnianego kordonka i poszło mi na wszystkie cztery zazdrostki prawie cztery spore motki.


 Przestałam w końcu dostawać palpitacji na widok okien w kuchni ;) bo wcześniej miałam w nich firankowe zazdrostki wątpliwej urody , nie zamieszczam zdjęcia bo chcę ten widok jak najszybciej wymazać z pamięci ;)



A tu już dowód na to , że firaneczek jest cztery :)


Bardzo jestem z siebie dumna, że jednak wydziergałam cztery :) bo wierzcie mi łatwo nie było tym bardziej , że ja dziergam bardzo dokładnie i dosyć równo ale strasznie  wolno mi to idzie ;).

Teraz już z czystym sumieniem mogę zabrać się za inne dłubanki :)

Pozdrawiam serdecznie 
Ewa

środa, 10 czerwca 2015

Stary kot ;)

Oj jak ten czas leci , już prawie miesiąc jak mnie tutaj nie było... Ale tak to czasami jest, że rzeczywistość pokazuje nam swoje mniej uśmiechnięte oblicze. Mnie też ostatnio kilka spraw próbowało pozbawić wrodzonego optymizmu. Robótkowo też się jakoś nie za bardzo działo, jakoś nie miałam głowy do kreatywnych poczynań . 
Ale pomału wychodzę na prostą, kompletuję wyprawkę dla Łucji, odkrywam tajemniczy świat łóżeczek, wózków , ubranek i zasypek  wszelkiej maści ;) robótkowo też nadrabiam zaległości , wiec pewnie możecie spodziewać się mnie tu częściej :)
A teraz już wspomniany stary kot :)
Jako , że z nowości nie mam jeszcze nic do pokazania , to pokażę kolejny wygrzebany z zakamarków staroć :)


Ten obrazek wyhaftowałam już chyba kilkanaście lat temu, wzorek pochodzi z jakiejś Anny  pożyczonej od znajomej, kiedy zobaczyłam tego kotka zakochałam się w nim bez pamięci i wiedziałam , że muszę go wyhaftować :). Pamiętam , że do jego wykonania potrzebna była mulina Anchor , której w moim mieście nie można było kupić i pani z pasmanterii specjalnie dla mnie przywoziła wybrane odcienie z hurtowni.


Obrazek wisiał kiedyś u mnie w pokoju , oprawiony dosyć siermiężnie , bez szybki i to spowodowało, że kanwa trochę zżółkła ale nawet nie wygląda to bardzo źle .
Teraz na nowo oprawiony będzie ozdabiał klatkę schodową :)


Ramka też jest wiekowa  i jest kolejną ofiarą mojej fascynacji białą farbą olejną , reanimowałam ją przy pomocy przecierki na odwrót ;) czyli przeszlifowałam papierem ściernym i w przetarcia wtarłam brązową farbkę :)



Pozdrawiam gorąco :)
Ewa