Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masa solna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masa solna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2013

O pracowitym weekendzie i o tym , że nieszczęścia chadzają parami...

Ja to mam refleks ... czwartkowy wieczór , a ja o weekendzie piszę... no ale lepiej późno niż wcale ;):) 
Tak jak zapowiadałam w poprzednim poście ostatni weekend miałam baardzo pracowity , co prawda zajęcia były bardzo przyjemne ale działo się dużo :)
Zgodnie z planem udało mi się zrobić pierniczki na choinkę , u mnie w domu już od ładnych kilkunastu ,a  może nawet kilkudziesięciu lat... matko jaka ja stara jestem..;) na choince zamiast cukierków wiesza się lukrowane pierniczki własnej produkcji, które do wysokości około pół  metra zjadane są lub troszkę podgryzane przez kolejne pokolenia kotów - taka rodzinna tradycja ;):) a czego koty nie zjedzą to potem dostaje się ptaszkom . 
Oprócz pierniczków choinkowych powstały jeszcze pierniczki nadziewane do jedzenia , teraz leżą i nabierają mocy :):)
No i oczywiście upiekłam też elementy domków z piernika . Piernikowe domki to kolejna z tradycji mogło u mnie w domu, piekę je co roku i już chyba nie wyobrażam sobie aby Święta bez piernikowego domku mogły się odbyć. Domki pokażę w osobnym poście, jak już będą gotowe :)

Tak prezentowały się pierniczki choinkowe w fazie wykrawania :)



Po dwudniowej piernikowej sesji cały dom i cała ja  byliśmy  przesiąknięci  zapachem korzeni :):)


Tak więc weekend miałam zapierniczony dosłownie i w przenośni :);) Po takiej dawce pierniczków  nastrój świąteczny musiał  na dobre się u mnie rozgościć :)

No ale gdyby pracy przy piernikach było mi mało to jeszcze zrobiłam sobie masę solną ... No co ? ;) jak szaleć to szaleć ;);)

A oto co powstało :) Nie wszystko jeszcze pomalowane i gotowe , ale część już  nadaje się do pokazania :)

Na pierwszy ogień poszły zawieszki na choinkę albo na co kto chce :)



Gwiazdeczki .



Serducha 


I jeszcze raz serducha ;)



Znowu z pomocą przyszły mi wykrojniki i narzędzia do robienia ozdób z masy cukrowej .





Myślę , że lepiej pasowała by koronka bawełniana , ale takowa była w sklepie , natomiast ta sztuczna znajdowała się pod ręką i w dużych ilościach ... tak więc kolejny raz sprawdza się stara mądrość, że "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma" :) ;)   



Powstał jeszcze kolejny big anioł ale pokażę go innym razem .

A teraz czas na chodzące parami nieszczęścia . Moje nieszczęścia mają nawet imiona  -  Filusia i Bronek
Niedawno pisałam o tym jak to kolejny raz zachorował Bronek , jak musiałam z nim jeździć do weterynarza i tak dalej i tak dalej ... Minął tydzień , Bronek zdrowy , za to pozazdrościła mu siostra , do tego stopnia , że się jej "nerki zapaliły" ;)
I znowu do weterynarza ,znowu  pobyt całodzienny w lecznicy , kroplówka , badania ,płukanie , potem do kontroli i leki do domu . O kosztach nawet nie będę mówić ... W każdym razie myślę , że Bronek ma już platynowe futerko, a Filusia walczy o srebrne ;):)

A to już biedny, chory kot wieczorową porą  po powrocie do domu :)



I zbliżenie na zabandażowaną  i oklejoną łapkę z wenflonem , żeby nie było wątpliwości ,że kot bardzo biedny .
Łapa musiała zostać zaklajstrowana bo Filcia zaraz po powrocie do domu bardzo sumiennie zajęła się zdejmowaniem opatrunku ;)



Mam nadzieję , że już limit kocich nieszczęść przynajmniej na jakiś czas został wykorzystany , bo jak tak dalej pójdzie to się dorobię u weterynarza karty stałego klienta ;)

No ale o nieszczęściach tyle , teraz przyjemniejsze rzeczy :)

Big Ben & Mirror


Kilka dni temu dostałam kolejne wyróżnienie , tym razem od Agnieszki z bloga Mooje nowe Ja:) http://aguska31.blogspot.com/ .

Serdecznie Ci kochana dziękuję , ja myślę , że wyróżnienie należy się wszystkim blogom ,które obserwuję ponieważ wszystkie dziewczyny ,które je tworzą są wspaniałymi i niezwykle kreatywnymi osobami .

Witam wszystkich nowych obserwatorów :) Miło mi niezmiernie , że chcecie do mnie zaglądać :)

Pozdrawiam  Ewa

sobota, 23 listopada 2013

Aniołek

Świąteczne klimaty wciągają mnie na dobre :) Serwetka z wiankiem jemiołowym nadal się pomalutku wyszywa , a ja ostatnio wróciłam do masy solnej . Jakoś tak nieodmiennie kojarzy mi się ona ze Świętami Bożego Narodzenia, pewnie dla tego ,że moje pierwsze próby to były właśnie  aniołki , do których zainspirowało mnie zdjęcie zamieszczone  w jakiejś gazetce z przepisami na świąteczne potrawy.
W tym roku powstał jak na razie tylko jeden anioł , ale za to w wersji XXL  :)  Duży jest , ma jakieś 40 cm  i dumnie wisi u mojej mamy w kuchni :)
Tak po prawdzie to mamusia moja mi na ambicję troszkę wjechała ;) , że robię anioły dla innych , a Ona miała jednego i już nie ma bo jej zabrałam - no owszem zabrałam ... ale przedtem grzecznie zapytałam  czy mogę ;):)
Z tym jednym to też nie do końca prawda , bo się mamusi zapomniało o całym pudle aniołków na choinkę , które grzecznie sobie leżą i czekają na swoje świąteczne  5 minut :) Ale na choinkę to na choinkę , a na ścianę to co innego :)

Koniec końców aniołek na ścianę  powstał  i wygląda tak .


Jest dosyć mocno wypieczony , wiec zrezygnowałam z początkowego zamiaru pomalowania go , ograniczyłam się tylko do namalowania buzi i przetarcia fragmentów białą farba.
A na koniec lakier i gotowe :)


Skromnie zamknięte oczęta to zasługa mojej nieumiejętności namalowania otwartych... zawsze mi jakieś takie zezowate wychodzą ;) choć nie ustaję w staraniach i ciągle ćwiczę :) może kiedyś mi wyjdzie ...



Zdjęcia były robione jeszcze przed lakierowaniem , w tej chwili aniołek leciutko się błyszczy.



A na koniec zbliżenie na bukiet róż i białe przetarcia - róże wykonane przy pomocy foremek do masy cukrowej - polecam akcesoria do dekorowania ciast , świetnie się sprawdzają przy robieniu aniołków i innych ozdób z masy .



A na koniec uprzejmie donoszę , że kot Bronuś  jest już zdrowy, dokazuje jak młody źrebak , i aż się boje czym to się skończy ...

Żebym nie była gołosłowna  pokażę Wam zdjęcia robione dzisiaj :)
Bronuś usiłował uskutecznić swoją ulubioną letnią zabawę , która polega na wchodzeniu do domu przez okno , a wychodzeniu przez drzwi i tak po kilka albo kilkanaście razy... :):) Kiedy znudzi się wariant pierwszy można zawsze zacząć drugi polegający dla odmiany na wchodzeniu przez drzwi , a wychodzeniu przez okno ;)
Nietrudno się zorientować , że pod koniec listopada jakoś nikt z domownikó nie miał ochoty podejmować zabawy...

Poniżej fotograficzna dokumentacja kociej strategii:)

Najpierw trzeba zaglądnąć i upewnić się , że jest się zauważonym :)


Ładnie poprosić ( uroczy wyraz pyska mile widziany) - z tym wyrazem pyska trochę nie wyszło , ale się starał ;)


Lekka irytacja , że powyższe sposoby jednak nie zadziałały



Udawanie obojętności - siedzę na parapecie bo lubię i wcale nie mam ochoty wchodzić :)


A na koniec sprawdzenie czy sposób na obojętność zadziałał i czy może ktoś jednak okna nie zdecydował się  otworzyć.


Sposoby jednak nie zadziałały i po kilkunastu minutach prób , Bronuś  w końcu jak "człowiek" zdecydował się do domu wejść drzwiami :)

No  taki kot to lekko nie ma :) ;)

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca :)
Witam u mnie nowych obserwatorów, jest mi niezmiernie miło, że chcecie tu zaglądać :)

Pozdrawiam i życzę miłej drugiej części weekendu :)


sobota, 18 maja 2013

Powrót do przeszłości , patologiczne niebieskości i rozpraszacze sąsiada ;)

Czemu powrót do przeszłości?  A dla tego ,że ostatnio po dość długiej przerwie  powrócilam do lepienia z masy solnej.  Od masy solnej wszystko się u mnie zaczęło jeśli  chodzi o rękodzielnicze dłubanie :) Najpierw lepiłam aniołki , które podpatrzyłam w jakimś czasopiśmie , ojjj  kilkanaście lat temu to nowość była i bardzo się wszystkim podobały , potem do aniołków dołączyły baranki wielkanocne i tak lapiłam te moje stworki w wariantach wielu i  ilościach hurtowych ;)
Z czasem zaczęłam zajmować się coraz to innnymi technikami i masa solna wprawdzie nie odeszła zupełnie w zapomnienie  ale przestała być  moim numerem jeden ;)
Kilka dni temu jednak  poczułam nieprzepartą chęć zabawy z masą :) i tak powstały rustykalne serduszka zawieszki.
Serduszka ozdobione są wzorkiem wytłaczanym przy pomocy wykrojników do ciastek :) i ozdobione bawełnianą kokardką ...co akurat widać na zdjeciach;)
Zwykle wszystkie moje wyroby z masy lakieruję ale tym akurat lakier nie służy, spróbowałam i nie podobało mi się , wolę takie surowe .
 



 
 
Cały dzisiejszy dzień znowu spędziłam w ogrodzie ,  ciepełko powoduje , że wszystko rośnie na potęgę , a szczególnie mój ulubieniec Arcydzięgiel- brrrrr, z którym toczę nierówną walkę od kilku lat i puki co  szala zwycięstawa przechyla się  raz w moją a raz w jego stronę ;) chociaż nie .....mam jednak wrażenie , że on wygrywa czesciej;)  Nic to jednak,  ja się łatwo nie poddaję :)
Wyczytałam ,że Arcydzięgiel to cudowna roślina jest i pomaga na szereg dolegliwości ,między innymi leczy nerwy tak więc jak już wpadnę w nerwicę permanentną z powodu jego nadprodukcji w moim ogrodzie to przynajmniej  bedę miała lekarstwa pod dostatkiem ;)
 
Mój ogródek  aktualnie jest w większości niebieski , a to za sprawą  "patologicznych " Orlików . Dostałam je jakiś czas temu od koleżanki z pracy , która lojalnie mnie ostrzegła ,że roslina patologiczna od pokoleń  ;) Tak więc mam niebieskie Orliki prawie wszedzie, wyrywam  je i  obcinam kwiatostany aby utrzymać ich ilość w jakichś rozsądnych granicach . Myślę ,że gdyby nie te zabiegi  to już tylko Orliki by mi w ogrodzie zostały....no i oczywiście Arcydzięgiel :);)
A zresztą co ja się rozpisywac będę popatrzcie sami :)
 
 
 
A oprócz niebieskich orlików jeszcze niebieska Brunnera :)
 
 
I niebieskie irysy :)
 
No niebieściuchno  poprostu ;)
 
A teraz o tym co mnie rozpraszało :)  A rozpraszało  bardzo i pewnie jeszcze jakiś czas rozpraszać będzie ,  co chwilkę odrywałam się od pracy :)
 
Rozpraszacze we własnej kociej  osobie ;)  Jest ich trzy i są absolutnie urocze , a ja jako kociara  poprostu nie mogłam  powstrzymać się od biegania co chwilkę za płot że by sobie tych sąsiadowych śliczności nie pogłaskać, poprzytulać i poczochrać  ;)
 
 
 
Następnym razem pokażę moje osobiste kocurki  Bronisława i Filomenę ;)