sobota, 23 listopada 2013

Aniołek

Świąteczne klimaty wciągają mnie na dobre :) Serwetka z wiankiem jemiołowym nadal się pomalutku wyszywa , a ja ostatnio wróciłam do masy solnej . Jakoś tak nieodmiennie kojarzy mi się ona ze Świętami Bożego Narodzenia, pewnie dla tego ,że moje pierwsze próby to były właśnie  aniołki , do których zainspirowało mnie zdjęcie zamieszczone  w jakiejś gazetce z przepisami na świąteczne potrawy.
W tym roku powstał jak na razie tylko jeden anioł , ale za to w wersji XXL  :)  Duży jest , ma jakieś 40 cm  i dumnie wisi u mojej mamy w kuchni :)
Tak po prawdzie to mamusia moja mi na ambicję troszkę wjechała ;) , że robię anioły dla innych , a Ona miała jednego i już nie ma bo jej zabrałam - no owszem zabrałam ... ale przedtem grzecznie zapytałam  czy mogę ;):)
Z tym jednym to też nie do końca prawda , bo się mamusi zapomniało o całym pudle aniołków na choinkę , które grzecznie sobie leżą i czekają na swoje świąteczne  5 minut :) Ale na choinkę to na choinkę , a na ścianę to co innego :)

Koniec końców aniołek na ścianę  powstał  i wygląda tak .


Jest dosyć mocno wypieczony , wiec zrezygnowałam z początkowego zamiaru pomalowania go , ograniczyłam się tylko do namalowania buzi i przetarcia fragmentów białą farba.
A na koniec lakier i gotowe :)


Skromnie zamknięte oczęta to zasługa mojej nieumiejętności namalowania otwartych... zawsze mi jakieś takie zezowate wychodzą ;) choć nie ustaję w staraniach i ciągle ćwiczę :) może kiedyś mi wyjdzie ...



Zdjęcia były robione jeszcze przed lakierowaniem , w tej chwili aniołek leciutko się błyszczy.



A na koniec zbliżenie na bukiet róż i białe przetarcia - róże wykonane przy pomocy foremek do masy cukrowej - polecam akcesoria do dekorowania ciast , świetnie się sprawdzają przy robieniu aniołków i innych ozdób z masy .



A na koniec uprzejmie donoszę , że kot Bronuś  jest już zdrowy, dokazuje jak młody źrebak , i aż się boje czym to się skończy ...

Żebym nie była gołosłowna  pokażę Wam zdjęcia robione dzisiaj :)
Bronuś usiłował uskutecznić swoją ulubioną letnią zabawę , która polega na wchodzeniu do domu przez okno , a wychodzeniu przez drzwi i tak po kilka albo kilkanaście razy... :):) Kiedy znudzi się wariant pierwszy można zawsze zacząć drugi polegający dla odmiany na wchodzeniu przez drzwi , a wychodzeniu przez okno ;)
Nietrudno się zorientować , że pod koniec listopada jakoś nikt z domownikó nie miał ochoty podejmować zabawy...

Poniżej fotograficzna dokumentacja kociej strategii:)

Najpierw trzeba zaglądnąć i upewnić się , że jest się zauważonym :)


Ładnie poprosić ( uroczy wyraz pyska mile widziany) - z tym wyrazem pyska trochę nie wyszło , ale się starał ;)


Lekka irytacja , że powyższe sposoby jednak nie zadziałały



Udawanie obojętności - siedzę na parapecie bo lubię i wcale nie mam ochoty wchodzić :)


A na koniec sprawdzenie czy sposób na obojętność zadziałał i czy może ktoś jednak okna nie zdecydował się  otworzyć.


Sposoby jednak nie zadziałały i po kilkunastu minutach prób , Bronuś  w końcu jak "człowiek" zdecydował się do domu wejść drzwiami :)

No  taki kot to lekko nie ma :) ;)

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca :)
Witam u mnie nowych obserwatorów, jest mi niezmiernie miło, że chcecie tu zaglądać :)

Pozdrawiam i życzę miłej drugiej części weekendu :)


środa, 20 listopada 2013

Pan kotek był chory i nadrabianie zaległości.

Dzisiaj post zbiorówka ;) parę rzeczy albo obiecałam albo chcę pokazać wiec czas to zrobić :)
Będzie szybko, bo w tym tygodniu działam na wysokich obrotach, do pracy chodzę na 11.00, a wracam o 19.00, wiec wieczorem marzę już tylko o tym żeby sobie wypić cieplutką herbatkę , zagrzebać się pod kocyk i zajmować się nicnierobieniem  - to tak przez jakieś 10-15 minut bo potem mnie zaczyna nosić ;) A o to żebym i ranki miała zajęte zatroszczył się w tym tygodniu mój koteczek Bronuś , który jest kotem specjalnej troski ...no poważnie mówię , takiego melepety to ja jeszcze nie widziałam , kocur jak smok ,a chorowity jak mimoza . Jest z nami od dwóch i pół roku , a przez ten czas przeszedł już odkleszczowe zapalenie krwi, albo coś w tym stylu, zapalenie pyska -  myślałam , że zawału dostanę, byłam pewna ,że wziął się i wściekł ;)  , kilkakrotne zapalenie płuc spowodowane zachłystem (wyleczalne jedynie w 5 %) , o problemach z żołądkiem i innych pomniejszych bolączkach nie wspomnę... 
Aktualnie Bronuś jako , że fantazja u niego również chora wdał się w bójkę z kocurem sąsiadów i dostał ropnia na łapie.  Kot wielce chory , na łapę nie staje tak więc zwierzęciu pomóc trzeba  i tak jeżdżę sobie przedpołudniami  do weterynarza i wydaję kolejne niebagatelne sumki ....no ale czego się dla przyjaciół nie robi ;):)

No ale wracając do zaległości , to po pierwsze obiecałam karto_flanej, że pokażę co robiło za tło zdjęć z żółtym naszyjnikiem. A jest to serweta robiona na drutach ,ja też uważam , że przecudnej urody :) Niestety nie jest robiona przeze mnie , ale jest jedną ze zdobyczy lumpeksowych mojej mamy :)
Oto ona na ciemnym tle żeby wzorek było lepiej widać.



Następna zaległa rzecz to obiecany wzorek na kocyk szydełkowy . Wzorek jest banalnie prosty i nawet zaczęłam go rysować ale mi straszne koślawce wychodziły ;) więc pomyślałam , że nie warto otwartych drzwi wyważać i po prostu pokażę gdzie taki wzorek ktoś inny już ślicznie opracował , a własnie tu http://stylowi.pl/6688080 . jedyne czym rożni się od mojego to to , że ja dodawałam na rogach po jednym oczku łańcuszka . No i tak się go powtarza w okrążeniach aż osiągnie się kwadrat odpowiednich rozmiarów , w każdym okrążeniu zmieniając kolor włóczki, tu jeszcze dodam , że w każdym okrążeniu trzeba włóczkę zakończyć , schować końcówkę i dopiero potem dowiązać następną do robótki, niby proste i oczywiste ale dla mnie nie było i na początku związywałam na łączniu dwa kolory razem i raz , że nierówno kolor wychodził to jeszcze trudno potem dwa kolory nitki razem schować... to tak gdyby ktoś wykazał się podobną do mnie ignorancją w temacie kocyków ;)
A poza tym to wzorek bardzo fajny, przybywa szybko idealny do oglądania telewizji bo bezmyślny zupełnie :);)

No, a teraz przyjemności:) Udało mi się wygrać moją pierwszą nagrodę w candy, co prawda jest to nagroda pocieszenia ale i tak cieszę się ogromnie :):)
Popatrzcie same jakie śliczne serduszko dostałam  od Agnieszki z bloga http://domoweklimaty.blogspot.com/, jeśli jeszcze tam nie byłyście to zajrzyjcie koniecznie .



A skoro o rozdawajkach mowa to przypominam ,że i ja takową organizuję i serdecznie zapraszam :)

Czy ja pisałam , że krótko będzie ? No jak widać nie wyszło ;)

Pozdrawiam serdecznie :)

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdawajka .

Kiedyś wspomniałam , że przygotowuję dla Was niespodziankę  z okazji półrocznicy mojego bloga ,która minęła  22.10.2013r.  . No i z małą obsuwą czasową ale jest :) 
Zapraszam na rozdawajkę :) A do wylosowania romantyczny segregator na długopisy czy inne biurkowe przydasie  i zielona bransoletka - widoczne na zdjęciu , a że losowanie będzie przed świętami więc dołożę do  prezentu jeszcze  jakieś świąteczne akcenty  ale na razie nie zdradzę jakie ;)



A teraz zasady :)
Zabawa adresowana do  posiadaczy bloga , a jeśli jesteś takowym posiadaczem i  chcesz wziąć udział  w zabawie  to:

1.   Zostaw komentarz pod tym postem i zaznacz w nim ,że interesuje Cię udział w losowaniu.
2.  Umieść podlinkowane zdjęcie wraz z informacją o candy u siebie na blogu.
3. Będzie mi bardzo miło jeśli dołączysz do obserwatorów mojego bloga , ale nie jest to warunek konieczny .

Losowanie odbędzie się 13.12.2013r.

No i to chyba tyle , jeśli coś pominęłam to przepraszam , ale to moje pierwsze więc mam prawo ewentualne błędy popełniać ;)

Jeszcze raz serdecznie wszystkich zapraszam :)

Ewa

poniedziałek, 11 listopada 2013

Różności ;)

Zawsze sobie powtarzam , żeby nie zabierać się za kilka robótek na raz , bo  to niepraktyczne, bo nie wiadomo potem w co ręce włożyć, bo się stresuję ,że nie zdążę  ze wszystkim, bo bałagan się robi jak to wszystko jest poupychane po kątach , bo po prostu potem nie wyrabiam na zakrętach ...i jeszcze wiele, wiele innych powodów.
I co w związku z tym ???
 A no nic, mało przekonywująca najwyraźniej jestem ;)  Rozsądek rozsądkiem ale i to kusi i to nęci , a ja jak ten osiołek  się waham ;) bo znowu pozaczynałam kilka rzeczy i staram się teraz to wszystko ogarnąć :)

A zacznę od obiecywanego w poprzednim poście akcentu świątecznego . 



Serwetka bożonarodzeniowa  ze wzorkiem jemiołowego wianka . Serwetkę kupiłam w sklepie z używaną odzieżą , była nowiutka , zapakowana fabrycznie i kosztowała jedyne 9 zł . Na serwetce nadrukowany był wzorek do haftu , a w zestawie znajdowały się dodatkowo kolorowe muliny. Wzorek mi się jednak nie podobał
 ( dosyć siermiężne kwiatuszki) więc postanowiłam wyhaftować coś bardziej skomplikowanego :)

Wzór z Anny - nie pamiętam , który to numer , ale myślę ,że ma już z 10 lat :)



Praca posuwa się dosyć wolno bo trzeba liczyć niteczki , a  w dodatku owoce jemioły są haftowane złotą muliną ... nie lubię złotej muliny, bardzo nie lubię , plącze mi  się, wyślizguje ... 
Obiecuję sobie , że po skończeniu tej serwetki długo nie zdecyduję się na haft metalizowaną muliną .
A w kolejce czeka jeszcze zakupiony wraz z serwetką za taką samą obłędną cenę  obrus.

Kolejnym tworem , którym się zajmuję jest obrus szydełkowy, zaczęłam go robić w czerwcu, pokazywałam zaczątek w poście o Ukrainie . Prace znacznie podgoniłam podczas pobytu w szpitalu  i mam już zrobioną całą część na blat , teraz muszę dorobić dosyć skomplikowaną koronkę . 
 Wzór na podstawie "Moich robótek" z 2003 roku. 


Zbliżenie na pojedynczą rozetkę , a że zdjęcia robione przy sztucznym świetle to i mój cień się na nie załapał :)




A tu całość w artystycznym nieładzie , bo na płasko mi się w kadrze nie mieścił ;)


A na koniec jeszcze szydełkowy kocyk :)  Oglądam na Waszych blogach śliczne dziergane kocyki,poduszki, narzuty i też zapałałam chęcią posiadania takowego :)
Pogrzebałam w domowych zapasach włóczkowych i akurat uzbierało się na kocyk w kolorach marynarskich czyli czerwony, biały i granatowy. Wełenki prawie antyczne , bo chyba wszystkie pamiętają czasy mojego dzieciństwa ;) czerwona kupiona w kryzysie , nawet mama próbowała mi z niej przed laty sweterek zrobić , ale coś nie wyszło więc teraz sprułam i w kocyk poszło :) , granatowa i biała równie wiekowa ale zakupiona przeze mnie w secondhandzie , była tania i dużo to kupiłam  ,a że strasznie zmotana , i że  długie godziny  ją rozplątywałam i w kłębki zwijałam to już inna sprawa ;)
Tak więc kocyk się robi , oczywiście błędów nie uniknęłam , ale bardzo mi się to dzierganie podoba i pewnie na tym jednym nie poprzestanę :)







No dawno już takiego długiego posta nie stworzyłam :) Mam nadzieję ,że bardzo Was nie zanudziłam ;)

Pozdrawiam serdecznie  Ewa

środa, 6 listopada 2013

Na żółto :)

Na wielu blogach królują już bożonarodzeniowe dekoracje , a u mnie  będzie dziś kolorystyka typowo wiosenna :)
Koraliki ozdobione metodą decoupage  zrobiłam już dość dawno temu ale musiały odczekać swoje aż mój małżonek wywiercił w nich większe otworki do przeciągnięcia wstążki . 
Na komplet składają się korale, bransoletka i kolczyki.

Tak to wygląda razem.



A teraz osobno :)









A pozostając w żółtych klimatach pokażę Wam jeszcze kilka fotek z Nałęczowa . Wybraliśmy się tam z Krzyśkiem  przy okazji  wyjazdu w innym celu ale jak mogli byśmy sobie darować odwiedzenie tego miejsca będąc w pobliżu ?;) 
No nie mogliśmy ;)
Nałęczów poza sezonem , w dzień powszedni kiedy  parku nie oblegają tłumy spacerowiczów  jest cudny :)  Osobiście bardzo polecam , a szczególnie wodę miłości , której można się napić w pijalni - działa !!! sama sprawdziłam ;):)
A teraz kilka fotek, może kogoś zachęcę do zrobienia sobie wycieczki :)
Choć teraz pewnie już na drzewach jest mniej liści...















Następnym razem postaram się pokazać już coś w świątecznych klimatach  :)

Pozdrawiam jesiennie 
Ewa

czwartek, 31 października 2013

Wróciłam:)

Uff 10 dni w zamknięciu.... to nie dla mnie, ja się nie nadaję do siedzenia w bezczynności , nawet jeśli mam atrakcje w postaci badań wszelakich ;)
No ale już jestem na wolności, wybadana , zdiagnozowana i z zaleceniami ;) w każdym razie żyć będę i to nawet w całkiem dobrej kondycji ;) 
 W szpitalu ratowałam się lekturą no i oczywiście dzierganiem , serweta szydełkowa , której zaczątek pokazywałam w poście  o pobycie na Ukrainie ( w czerwcu) nabrała już słusznych rozmiarów i zaczyna jakoś wyglądać - niedługo  pokażę postępy :)

  A teraz  spieszę nadrobić zaległości w blogowaniu . Już odwiedziłam wasze blogi , dziewczyny wyhamujcie troszkę bo nie nadążam, chwilę mnie nie było , a tu tyle nowości , że aż się w głowie kręci :)

Z zaległości zostało mi jeszcze pokazać co dostały ode mnie dziewczyny, które wyraziły chęć wzięcia udziału w ogłoszonej jakiś czas temu u mnie zabawie "Podaj dalej"
Do zabawy zgłosiły się Azalia  z bloga http://niespokojnepalce.blogspot.com/ 

Dziewczyny otrzymały już przesyłki więc mogę pokazać co dla nich przygotowałam :) , a przygotowałam zestawy filcowej biżuterii - korale, bransoletkę , kolczyki i broszkę . 

Prezent dla Azalii w kolorach beżu i granatu .


I prezent dla Kingi w kolorach różu i szarości 


Mam nadzieję , że niespodzianki się spodobały :)


poniedziałek, 21 października 2013

Na grzyby.

Tym razem nie będzie o bieganiu po lesie za okazami borowików i podgrzybków ,ale o tym w co już te zebrane i przetworzone skarby zapakować aby aromatyczne i nienaruszone zębem czasu , mola lub innego robala przetrwały przynajmniej do Świąt Bożego Narodzenia, a tak swoja drogą to czy mole mają zęby...? No pewnie mają albo zęby albo coś równie skutecznego  bo dość skutecznie wgryzają się w co popadnie ;)

Ale wracając do tematu , chciałam pokazać słój zrobiony specjalnie do przechowywania suszonych grzybków.













       










Baza słoja to plastikowy pojemnik  po czymś tam... chyba brat przyniósł pusty po białku ,takim dla klientów siłowni ...w każdym razie toksyczne nie było ;) ozdobiony metodą decoupage. 
Decoupage jak decoupage -  serwetka , trochę cieniowań i domalowań potem dużo lakierowania i gotowe :)





Zdjęcia w towarzystwie ostatnich zebranych przeze mnie grzybów :) 







Poniżej zbliżenie na wieczko  też oczywiście  "zagrzybione" ;)




 Teraz grzyby w godnych warunkach będą mogły czekać  na swoje 5 minut w kuchni :);)

Dziękuję za odwiedziny i komentarze :) Znikam na kilka dni , coś mój krnąbrny organizm ostatnio szwankuje i muszę się oddać na przegląd w warunkach zamkniętych ;) mam nadzieję , że nie potrwa to długo i za kilka dni wrócę podreperowana , podkręcona i zdrowa jak rybka:)
A jak wrócę to obiecuję niespodziankę z okazji półrocznicy mojej obecności w blogowym świecie :)

Pozdrawiam serdecznie i znikam na chwilkę :)