Zawsze sobie powtarzam , żeby nie zabierać się za kilka robótek na raz , bo to niepraktyczne, bo nie wiadomo potem w co ręce włożyć, bo się stresuję ,że nie zdążę ze wszystkim, bo bałagan się robi jak to wszystko jest poupychane po kątach , bo po prostu potem nie wyrabiam na zakrętach ...i jeszcze wiele, wiele innych powodów.
I co w związku z tym ???
A no nic, mało przekonywująca najwyraźniej jestem ;) Rozsądek rozsądkiem ale i to kusi i to nęci , a ja jak ten osiołek się waham ;) bo znowu pozaczynałam kilka rzeczy i staram się teraz to wszystko ogarnąć :)
A zacznę od obiecywanego w poprzednim poście akcentu świątecznego .
Serwetka bożonarodzeniowa ze wzorkiem jemiołowego wianka . Serwetkę kupiłam w sklepie z używaną odzieżą , była nowiutka , zapakowana fabrycznie i kosztowała jedyne 9 zł . Na serwetce nadrukowany był wzorek do haftu , a w zestawie znajdowały się dodatkowo kolorowe muliny. Wzorek mi się jednak nie podobał
( dosyć siermiężne kwiatuszki) więc postanowiłam wyhaftować coś bardziej skomplikowanego :)
Wzór z Anny - nie pamiętam , który to numer , ale myślę ,że ma już z 10 lat :)
Praca posuwa się dosyć wolno bo trzeba liczyć niteczki , a w dodatku owoce jemioły są haftowane złotą muliną ... nie lubię złotej muliny, bardzo nie lubię , plącze mi się, wyślizguje ...
Obiecuję sobie , że po skończeniu tej serwetki długo nie zdecyduję się na haft metalizowaną muliną .
A w kolejce czeka jeszcze zakupiony wraz z serwetką za taką samą obłędną cenę obrus.
Kolejnym tworem , którym się zajmuję jest obrus szydełkowy, zaczęłam go robić w czerwcu, pokazywałam zaczątek w poście o Ukrainie . Prace znacznie podgoniłam podczas pobytu w szpitalu i mam już zrobioną całą część na blat , teraz muszę dorobić dosyć skomplikowaną koronkę .
Wzór na podstawie "Moich robótek" z 2003 roku.
Zbliżenie na pojedynczą rozetkę , a że zdjęcia robione przy sztucznym świetle to i mój cień się na nie załapał :)
A tu całość w artystycznym nieładzie , bo na płasko mi się w kadrze nie mieścił ;)
A na koniec jeszcze szydełkowy kocyk :) Oglądam na Waszych blogach śliczne dziergane kocyki,poduszki, narzuty i też zapałałam chęcią posiadania takowego :)
Pogrzebałam w domowych zapasach włóczkowych i akurat uzbierało się na kocyk w kolorach marynarskich czyli czerwony, biały i granatowy. Wełenki prawie antyczne , bo chyba wszystkie pamiętają czasy mojego dzieciństwa ;) czerwona kupiona w kryzysie , nawet mama próbowała mi z niej przed laty sweterek zrobić , ale coś nie wyszło więc teraz sprułam i w kocyk poszło :) , granatowa i biała równie wiekowa ale zakupiona przeze mnie w secondhandzie , była tania i dużo to kupiłam ,a że strasznie zmotana , i że długie godziny ją rozplątywałam i w kłębki zwijałam to już inna sprawa ;)
Tak więc kocyk się robi , oczywiście błędów nie uniknęłam , ale bardzo mi się to dzierganie podoba i pewnie na tym jednym nie poprzestanę :)
No dawno już takiego długiego posta nie stworzyłam :) Mam nadzieję ,że bardzo Was nie zanudziłam ;)
Pozdrawiam serdecznie Ewa




































